Moja wychowawczyni z liceum nazwała swoją suczkę Whisky. Imię w sumie do niej pasowało - psina miała sierść w kolorze tego trunku i taki luz, jakby z rana wypiła dwa drinki. To tyle o Whisky, która jest już w krainie wiecznych łowów i dzięki której zaczęłam kolekcjonować wspomnienia o niezwykłych imionach zwierząt domowych.
Czytałam kiedyś w wakacje szmirowate czytadło. Niewiele z niego zostało mi w pamięci poza kotem. Otóż przez pół życia nazywał się on Adolf Hitler - aż nagle się okocił. Zaskoczył tym wszystkich - no ale cóż: jak to czasem bywa źle określono jego płeć w dzieciństwie. Trzeba było więc zmienić mu imię na żeńskie - i tak został Ewą Braun.
Powiedz mi, jak nazywa się twoje zwierzę, a powiem ci, kim jesteś... Dlatego u znajomego programisty zwinięty w kłębek na fotelu śpi kocur Router, a Hotdog to towarzysz koleżanki lubiącej czarny humor. Z kolei mój ulubiony autor, szwedzki dziennikarz Jonas Jonasson, ma kota imieniem Molotov - zamiłowanie do historii twórcy "Stulatka, który wyskoczył przez okno i zniknął" przejawia się nie tylko w tym, co pisze.
Idąc kiedyś
ulicami Berlina usłyszałam jak młody chłopak woła swoje dwa terriery
"Schnitzel" i "Pommes". Od tej pory czekam na polską parę Kotlet i
Frytka.
"Pegaz nie powinien być kuty na wszystkie cztery nogi" S. J. Lec
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kot. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kot. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 7 kwietnia 2014
piątek, 10 stycznia 2014
KOT
Dzisiaj jest poniedziałek, zwany często najgorszym dniem tygodnia – o tyle
niesłusznie, że nie wiadomo właściwie, w czym lepszy miałby być wtorek czy
czwartek. Może w tym, że dają odrobinę większą nadzieję na weekend. Ale póki co do weekendu daleko, a ja idę do pracy. Słońce i deszcz – dziś moja
dzielnica uśmiecha się przez łzy. Tęczy brak. Mijam balkon sąsiadów, na który po specjalnej drabince z wysiłkiem wspina się mokry futrzak-spaślak. Pewnie jest uzależniony od szyneczki. Z taką kondycją nie przeżyłby na wolności nawet doby...
Ale najwyraźniej w innych przypadkach natura wygrywa czasem z udomowieniem. Tak było z moim kotem, który regularnie wybierał się na niebezpieczne wyprawy po balustradach balkonów do sąsiadki-dentystki z klatki obok i kradł jej waciki (był - podobnie jak Alf - fetyszystą waty). Czy więc można całkiem udomowić jakieś stworzenie?... Zadając sobie to pytanie podchodzę do furtki, a na niej kartka: „Właściciela rudego kota proszę o zabranie go z mojego tarasu, na którym przebywa OD PIĘCIU DNI!”. Potrzeba wolności bywa silniejsza od potrzeby bezpieczeństwa.
Ale najwyraźniej w innych przypadkach natura wygrywa czasem z udomowieniem. Tak było z moim kotem, który regularnie wybierał się na niebezpieczne wyprawy po balustradach balkonów do sąsiadki-dentystki z klatki obok i kradł jej waciki (był - podobnie jak Alf - fetyszystą waty). Czy więc można całkiem udomowić jakieś stworzenie?... Zadając sobie to pytanie podchodzę do furtki, a na niej kartka: „Właściciela rudego kota proszę o zabranie go z mojego tarasu, na którym przebywa OD PIĘCIU DNI!”. Potrzeba wolności bywa silniejsza od potrzeby bezpieczeństwa.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

