Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 16 września 2014

POD CHMURKĄ

Ostatnio w czasie spacerów wypatrzyłam dwie niepozorne budki. Jedną w Konstancinie koło tężni, a drugą na Mazurach przy leśniczówce "Pranie". Pierwsza wyglądała jak kabina telefoniczna, druga jak karmnik. Obie miały szklane drzwiczki, przez które widać było kolorowe grzbiety książek. I obie zapraszały do lektury pod chmurką, choć każda na innych warunkach - w warszawskiej można wypożyczyć książkę i potem ją odłożyć, w mazurskiej biorąc wolumin należy w to miejsce wstawić jakiś inny.

Takie oto są biblioteki pod chmurką. Sympatyczne, inspirujące, z bogatym wnętrzem.

O innej ciekawej inicjatywie wspierającej lekturę w plenerze czytałam ostatnio w Internecie. W jednym z parków miejskich w którymś kraju Ameryki Południowej na drzewach zainstalowano hot spoty z opcją udostępnienia książek elektronicznych. Można więc sobie zasiąść pod drzewkiem, załadować Marqueza na czytnik - i zatopić się w lekturze przy dźwiękach ptasich treli. U nas klimat nie wspiera takiej opcji (a już na pewno nie w wariancie całorocznym), ale co tam - własny Kindl, ławeczka w Łazienkach, paw w tle, wiewiórka przy nogach i też może być całkiem miło...




czwartek, 7 sierpnia 2014

WYPALANIE TRAW

Czy Ty, Czytelniku, też "kolekcjonujesz" osoby urodzone tego dnia, co Ty? Bo ja tak. Zawsze czuję jakiś specjalny dreszcz, gdy dowiaduję się, że osoba, którą poznałam lub o której gdzieś czytałam, również przyszła na świat w zimny i ciemny styczniowy dzień...

Niedawno do mojej kolekcji "współbraci dnia" poznanych dzięki lekturze dołączył Eugène Terre'Blanche, polityk z RPA, przywódca prawicowego ugrupowania afrykanerskiego Afrikaner Weerstandsbeweging, głoszącego ideę samorządnego państwa burskiego. Znajomość z nim zawarłam dzięki "Wypalaniu traw" Wojciecha Jagielskiego, poruszającej książce o miasteczku Ventersdorp, ostoi apartheidu, która zawzięcie broniła się przed nowymi porządkami na długo jeszcze po wyjściu z więzienia Nelsona Mandeli.

Książka ta jest wstrząsająca i wzniosła zarazem - i wielowątkowa jak samo życie. A przy tym tak plastyczna, że za każdym razem myśląc o niej widzę światła farm na równinie i czuję zapach palonej trawy. I wspominam jeden z najpiękniejszych opisów miast, jakie kiedykolwiek czytałam - opis sennego Ventersdorpu w Północno-Zachodniej Prowincji RPA. "Z łatwością poznaję miasto. Ono zaś nigdy nie przyznaje się do znajomości ze mną. Senne, rozleniwione południowym upałem sprawia na przybyszu wrażenie zaprzątniętego wyłącznie sobą, pochłoniętego swoimi pilnymi sprawami. Odwrócone plecami, nieobecne, niczego nie ciekawe, nie odpowiada na pozdrowienia, umyka wzrokiem, jak ktoś kiedyś poznany, udający, że nie przypomina sobie dawnego spotkania." Po "Hebanie" na listę marzeń wpisałam Zanzibar, po tej książce - RPA. 



piątek, 1 sierpnia 2014

LAS BOHATERÓW

Książki z gąszczem bohaterów są z jednej strony często wielowątkowe i fascynujące, z drugiej jednak dla kobiety pracującej czytającej dziennie w biegu po kilka stron stanowią często wyzwanie pamięciowe nie do pokonania. Kto to był? To ten sklepikarz? A ten, to ten blondyn? No nie jest łatwo...

Pamiętam, jak na lekcji polskiego rysowaliśmy diagram zależności rodzinno-towarzyskich bohaterów "Nad Niemnem". Godzinami wysupływaliśmy je z gąszczu opisów przyrody, zawiłości gatunków roślin i lasu innych dygresji wypełniających dzieło Orzeszkowej. Ale diagram otworzył nam oczy na wiele powiązań, których w czasie lektury nie udało nam się w pełni zrozumieć - a więc było warto.

Dziękuję Pani Polonistce, że dała mi odwagę, by przyznawać się do niedoskonałości własnej pamięci i - przede wszystkim - by czytać z piórem w ręku. Umiejętność ta bardzo mi się do dziś przydaje. Aktualnie przedzieram się na przykład przez "Trafny wybór" J. K. Rowling - rozważając notabene, jak szacowna autorka mogła stworzyć coś tak krańcowo odmiennego od serii o Harrym Potterze i wykazać się takim kunsztem konstrukcyjnym, którego w książkach o Czarodzieju moim zdaniem zdecydowanie jej brakowało. No ale tak czy owak - "Trafny wybór" to prawdziwy labirynt postaci, a przy okazji feeria smaczków z angielskiej prowincji. Autorka z finezją wkrada się za pomocą mowy pozornie zależnej w umysły swych licznych bohaterów doskonale oddając niuanse mentalności osób w różnym wieku i z różnych klas społecznych. Moim zdaniem "Trafny wybór" to lektura całkiem warta uwagi - choć mój Kindle aktualnie wygląda następująco:


niedziela, 27 lipca 2014

HAPPY END

W "Harrym Potterze" urzekły mnie barwne postaci, wartka akcja i atmosfera tajemniczości. Całkowicie rozczarowało natomiast zakończenie. Podobnie jak "I bohater się obudził" albo "Wszystko to działo się w czyśćcu", tak i zastosowane tutaj (uwaga, spoiler!) "Zabili go i uciekł" nie świadczy moim zdaniem o literackim kunszcie twórcy. Choć wpisuje się w pewnym sensie w trend tak modnych dziś zakończeń otwartych.

Ja finał czarodziejskiej sagi wymyśliłam już w czasie lektury pierwszego tomu - i zdziwiłam się bardzo, gdy moje przewidywania się nie spełniły. Otóż cytowana w tekście przepowiednia mówiła o chłopcu urodzonym pod koniec lipca - bez dokładnej daty. Ergo: mogła odnosić się nie tylko do Harry'ego Pottera (który podobnie jak sama J. K. Rowling przyszedł na świat 31.07), jak i do... Neville'a Longbottoma (30.07.1980). Jakże pouczająca byłaby książka, w której finale okazałoby się, że choć w gruncie rzeczy to Neville był wybrańcem, to jednak Harry pokonał Voldemorta - dzięki determinacji, pewności siebie i wierze w swe możliwości.

W obecnym kształcie "Harry Potter" uczy tego, co gry komputerowe, w których bohater ma kilka żyć: czyli że nawet jeśli się zginie, to potem i tak jak gdyby nigdy nic się zmartwychwstaje - samoczynnie albo dzięki cheatom. A mogła być to książka o tym, że jak się chce, to da się osiągnąć wszystko - i że człowiek jest kowalem swego losu mogącym zmienić nawet przeznaczenie. 



wtorek, 25 lutego 2014

DEDYKACJA

Książki mają to do siebie, że chętnie rozpychają się na półkach i zajmują powoli coraz więcej miejsca mnożąc się w sposób całkowicie bezwstydny. Dlatego co jakiś czas z żalem rozstaje się z tymi już do cna wyczytanymi i mniej ulubionymi. Trafiają w dobre ręce - i cieszą kogoś tak samo, jak cieszyły mnie, gdy czytałam je po raz pierwszy lub drugi. 

Jedyny typ książek, z którymi rozstać się nie umiem, to te z dedykacją. Mam trochę takich - głównie z czasów szkolnych. Dziś zwyczaj pisania kilku słów w książce przed jej podarowaniem już niestety trochę zanika - a szkoda, bo te życzenia często są po latach cenniejsze niż sam wolumin.

O tym właśnie myślałam w czasie dzisiejszego przedzierania się przez las tomów w domowej biblioteczce. Przeglądając w nich odręczne wpisy z datami przypomniałam sobie historię sprzed ośmiu lat, która wstrząsnęła opinią publiczną i odbiła się szerokim echem w mediach. Historia ta dotyczy poniekąd dedykacji właśnie. A zaczyna się pewnym listem przesłanym w 2006 roku do "Polityki". Gazeta pisze: "Nasz czytelnik zamówił sobie w księgarni internetowej Merlin książkę 'Parada równości. Antologia współczesnej amerykańskiej poezji gejowskiej'. Książka, owszem, przyszła w terminie wraz z fakturą, z tym że na fakturze czarnym flamastrem ktoś dopisał: 'gej jebany'."*

Pracownika magazynu odpowiedzialnego za niefortunny dopisek podobno zwolniono. Szczęście w nieszczęściu było takie, że dedykację wpisał on zgodnie z nowocześniejszą modłą, czyli nie bezpośrednio na karcie tytułowej książki, lecz na luźnej kartce, którą można wyjąć i wyrzucić...


*Polityka - nr 1 (2536) z dnia 7 stycznia 2006; s. 85