Mnemotechniki - strategie skutecznego zapamiętywania faktów, nazw, cyfr. Fascynująca próba zrozumienia meandrów umysłu i podania mu wiedzy w sposób najbardziej dla niego przyjazny. Co ciekawe łaciński i niemiecki termin oznaczający mnemotechnikę - czyli pons asinorum / Eselbrücke - to w tłumaczeniu "ośli most". Dobrze obrazuje to funkcję tej techniki - będącej swoistym skrótem i ułatwieniem dla myśli.
Od zawsze czytałam książki na ten temat - a powstały ich dziesiątki. Utwierdziły mnie one głównie w przekonaniu, że nie ma metod uniwersalnych i że nie każdy jest w stanie wszystko doskonale sobie wyobrazić - a na wyobrażeniach wiele z tych strategii się opiera. A jednak jeden trick wydał mi się genialny i stosuję go zawsze, gdy poznaję nowe osoby i muszę zapamiętać ich imiona. Pochodzi on ze "Sztuczek umysłu" Derrena Browna, książki trochę o wszystkim, trochę o niczym, w której z morza dłużyzn można wyłowić perełki - ale trzeba mieć sporo samozaparcia, by to zrobić.
Oto więc mnemotechnika z imionami - zaczerpnięta z Browna i trochę zmodyfikowana. Przychodzę na imprezę. Ktoś szybko przedstawia mi znajomych: Ania, Maciek, Ewa, Marek. Patrzę na nich - i widzę: okrągłe okularki w kształcie procenta, króla z kuflem piwa zamiast berła, kobietę z broszką w kształcie liścia, chłopaka z dużymi dłońmi, które przywodzą mi na myśl ikonkę facebookowego like'a... Dlaczego? Bo stosuję metodę ze skojarzeniem nowopoznanej osoby z kimś znanym lub znajomym - albo z jakąś charakterystyczną cechą jego imienia.
A więc Ania. Mogłabym zobaczyć w niej Annę Dymną lub koleżankę Ankę z pracy - ale do żadnej z nich nie jest podobna. Ma za to okrągłe czarne okulary, które przywodzą mi na myśl symbol procenta. A że Anna to statystycznie najczęstsze imię w Polsce, to skojarzenie mam już gotowe.
Maciek. Trzyma kufel z Żywcem jakby trzymał berło. Czyli: Król Maciuś I. Musze tylko zatrzymać w głowie jego obraz z piwem, bo potem może je gdzieś odstawić. Albo wypić.
Ewa ma idealną broszkę. Liść. Proste skojarzenie: biblijna pramatka z listkiem figowym. Włosy ma blond, więc nie zostanie w mojej głowie Ewą Demarczyk.
Marek i jego duże dłonie, które układam w głowie w symbol aprobaty. Buduję skojarzenie: dłoń - like - Facebook - słynna dyskusja na profilu Galileo o przesądach Niemców na temat Polaków i wpis, który rozbawił mnie do łez: "Co drugi Polak ma na imię Marek".
I tak w mgnieniu oka zapamiętałam cztery imiona. Może na razie nie jest to jakiś supersukces, ale jeśli rano po imprezowej nocy będę nadal wiedziała, jak się do kogo zwrócić, to na pewno uznam to za nie lada osiągnięcie. Czego i Wam życzę :-)
"Pegaz nie powinien być kuty na wszystkie cztery nogi" S. J. Lec
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mnemotechnika. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mnemotechnika. Pokaż wszystkie posty
środa, 4 czerwca 2014
niedziela, 6 kwietnia 2014
UPADEK PLUTONA
Cykl koncertów "Orbita jazzu" w warszawskim planetarium. Z fortepianu płyną nie do końca harmonijne, ale za to jakże wyraziste dźwięki, a nad nami fascynujący taniec wykonują planety, mgławice, gwiazdy... Leżąc w odchylonych do tyłu fotelach czujemy się jak astronauci lewitujący w przestrzeni. Albo raczej jak kopiloci, którzy chwilowo nie muszą trzymać drążka i wciskać przycisków, ale mają w statku najlepsze miejsce tuż za przednią szybą - miejsce, z którego wszystko doskonale widać.
Już dla starożytnych Greków wszechświat był synonimem ładu i harmonii. Potem Kepler opisał ruchy planet i pomógł nam lepiej zrozumieć ich wędrówkę po nieboskłonie. Choć gdy patrzę z bliska na Księżyc i Marsa, a z daleka na Ziemię, to cały ten opisany matematycznie taniec wydaje mi się głęboko tajemniczy... Na szczęście w orientacji pomagają nam napisy przybliżające różne aspekty fenomenów galaktycznych. Wenus obraca się w przeciwnym kierunku niż inne planety... Gwiazda, która ma najdłuższą nazwę, to Shurnarkabtishashutu, co po arabsku znaczy „pod rogiem byka"... Wichury na Neptunie osiągają prędkość 2 tysięcy kilometrów na godzinę...
Co we Wszechświecie widzianym z takiej bliskości zafascynowało mnie najbardziej? Jego ogrom i niezmienność... Choć przecież w naszej świadomości Układ Słoneczny ZMIENIŁ SIĘ w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat. Kiedyś w szkole kolejności planet uczyliśmy się stosując prosty trick mnemotechniczny ze zdaniem, którego słowa rozpoczynają się od tych samych liter, co ich nazwy: "Mój Wujek Zapisał Mi Jak Streścić Układ Naszych Planet" - Merkury, Wenus, Ziemia, Mars i tak dalej. Aż tu nagle w sierpniu 2006 podczas Zgromadzenia Ogólnego Międzynarodowej Unii Astronomicznej w Pradze grono specjalistów ni stąd ni zowąd orzekło, że Pluton nie jest planetą, ponieważ nie spełnia kryteriów wyróżniających ten typ ciał niebieskich. A konkretnie stwierdzono, że jest... za mały. Cóż, nasza cywilizacja dyskryminuje niewysokich - najwyraźniej również w astronomicznym wymiarze.
A jednak przywiązanie do wiedzy nabytej w szkole też coś znaczy. Może dlatego już rok po zdeprecjonowaniu Plutona, w siedemdziesiątą siódmą rocznicę oficjalnego ogłoszenia jego odkrycia, Izba Reprezentantów stanu New Mexico zaproponowała, by nazywać Plutona planetą, ilekroć będzie przemierzał wspaniałe nocne niebo nad Nowym Meksykiem. Dla mnie Pluton też na zawsze zostanie pełnoprawnym członkiem Układu Słonecznego. Wcale nie uważam, by był na to zbyt mały!
Już dla starożytnych Greków wszechświat był synonimem ładu i harmonii. Potem Kepler opisał ruchy planet i pomógł nam lepiej zrozumieć ich wędrówkę po nieboskłonie. Choć gdy patrzę z bliska na Księżyc i Marsa, a z daleka na Ziemię, to cały ten opisany matematycznie taniec wydaje mi się głęboko tajemniczy... Na szczęście w orientacji pomagają nam napisy przybliżające różne aspekty fenomenów galaktycznych. Wenus obraca się w przeciwnym kierunku niż inne planety... Gwiazda, która ma najdłuższą nazwę, to Shurnarkabtishashutu, co po arabsku znaczy „pod rogiem byka"... Wichury na Neptunie osiągają prędkość 2 tysięcy kilometrów na godzinę...
Co we Wszechświecie widzianym z takiej bliskości zafascynowało mnie najbardziej? Jego ogrom i niezmienność... Choć przecież w naszej świadomości Układ Słoneczny ZMIENIŁ SIĘ w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat. Kiedyś w szkole kolejności planet uczyliśmy się stosując prosty trick mnemotechniczny ze zdaniem, którego słowa rozpoczynają się od tych samych liter, co ich nazwy: "Mój Wujek Zapisał Mi Jak Streścić Układ Naszych Planet" - Merkury, Wenus, Ziemia, Mars i tak dalej. Aż tu nagle w sierpniu 2006 podczas Zgromadzenia Ogólnego Międzynarodowej Unii Astronomicznej w Pradze grono specjalistów ni stąd ni zowąd orzekło, że Pluton nie jest planetą, ponieważ nie spełnia kryteriów wyróżniających ten typ ciał niebieskich. A konkretnie stwierdzono, że jest... za mały. Cóż, nasza cywilizacja dyskryminuje niewysokich - najwyraźniej również w astronomicznym wymiarze.
A jednak przywiązanie do wiedzy nabytej w szkole też coś znaczy. Może dlatego już rok po zdeprecjonowaniu Plutona, w siedemdziesiątą siódmą rocznicę oficjalnego ogłoszenia jego odkrycia, Izba Reprezentantów stanu New Mexico zaproponowała, by nazywać Plutona planetą, ilekroć będzie przemierzał wspaniałe nocne niebo nad Nowym Meksykiem. Dla mnie Pluton też na zawsze zostanie pełnoprawnym członkiem Układu Słonecznego. Wcale nie uważam, by był na to zbyt mały!
Subskrybuj:
Posty (Atom)

