Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pies. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pies. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

WHISKY & CO

Moja wychowawczyni z liceum nazwała swoją suczkę Whisky. Imię w sumie do niej pasowało - psina miała sierść w kolorze tego trunku i taki luz, jakby z rana wypiła dwa drinki. To tyle o Whisky, która jest już w krainie wiecznych łowów i dzięki której zaczęłam kolekcjonować wspomnienia o niezwykłych imionach zwierząt domowych. 

Czytałam kiedyś w wakacje szmirowate czytadło. Niewiele z niego zostało mi w pamięci poza kotem. Otóż przez pół życia nazywał się on Adolf Hitler - aż nagle się okocił. Zaskoczył tym wszystkich - no ale cóż: jak to czasem bywa źle określono jego płeć w dzieciństwie. Trzeba było więc zmienić mu imię na żeńskie - i tak został Ewą Braun.

Powiedz mi, jak nazywa się twoje zwierzę, a powiem ci, kim jesteś...  Dlatego u znajomego programisty zwinięty w kłębek na fotelu śpi kocur Router, a Hotdog to towarzysz koleżanki lubiącej czarny humor. Z kolei mój ulubiony autor, szwedzki dziennikarz Jonas Jonasson, ma kota imieniem Molotov - zamiłowanie do historii twórcy "Stulatka, który wyskoczył przez okno i zniknął" przejawia się nie tylko w tym, co pisze.

Idąc kiedyś ulicami Berlina usłyszałam jak młody chłopak woła swoje dwa terriery "Schnitzel" i "Pommes". Od tej pory czekam na polską parę Kotlet i Frytka.



czwartek, 3 kwietnia 2014

PSI LUNCH

Jest upalny lutowy dzień roku 2014... Brzmi to jak oksymoron, ale w Kambodży bynajmniej nim nie jest. Otwieram menu w północnokoreańskiej restauracji "Pyongyang" w Siem Reap. A tu jako danie dnia - zapiekanka z psa! Czy to zwykła sprawa - w końcu świnki też są sympatyczne, a nikt nie stroni od schabowego, czy oburzające pogwałcenie dobrych obyczajów - bo psy to nasi wierni przyjaciele?

Jedzeniowe tabu to temat bardzo ciekawy. I wbrew pozorom nie ogranicza się on do niejedzenia wieprzowiny przez muzułmanów i wołowiny przez osoby wyznające hinduizm. Dotyczyć może mianowicie na przykład roślin: w starożytnej Grecji, jak podają źródła, niepożądane było spożycie ziaren fasoli i główek czosnku ze względu na związane z tymi pokarmami przekonania przypisujące im nadmierne wzmacnianie popędu seksualnego. Zakazy obejmują też w niektórych kulturach podroby czy insekty. No i psy i koty oczywiście - bo w Europie traktuje się je jako domowników.

Ale czy na pewno? Na początku wieku XX w Lipsku, Dreźnie, Chemnitz i Zwickau funkcjonowały liczne ubojnie psów - ich przerób obejmował setki sztuk rocznie; wzmożone ich działanie odnotowano w czasie I wojny światowej, kiedy to zwierzęta te - z braku innych źródeł białka - były powszechnie spożywane, zwłaszcza przez uboższych obywateli. W Szwajcarii do dziś jada się szczeniaki (ich mięso kosztuje około 25 franków za kilogram), a psi tłuszcz używa jako lek na choroby gardła. W maju 2006 roku oburzenie wywołał wywiad w duńskiej prasie, w którym książę Henryk wyznał, że jest miłośnikiem psów - zarówno żywych, jak i podanych na talerzu. Podkreślił przy tym, że niektóre rasy specjalnie hoduje się do celów spożywczych, co czyni ich jedzenie porównywalne ze spożywaniem potraw z kur. Niewiele dały późniejsze wyjaśnienia rzecznika dworu, że chodziło o błędy młodości popełnione w Indochinach.

Psa w Kambodży nie spróbowałam. Jadłam już natomiast smażone mięso z krokodyla i renifera, tatar z koniny oraz grilowanego skorpiona. I wniosek mam taki: nie bez kozery są to tylko ciekawostki kulinarne, a na stołach w większości krajów króluje wołowina, wieprzowina i jagnięcina. 



poniedziałek, 24 marca 2014

EGZEKUCJA

Nigdy nie byłam zagorzałym przeciwnikiem anglicyzmów i amerykanizmów. Uważam, że mowa to żywa materia, która musi się rozwijać i nadążać za rzeczywistością - a jednym z doskonałych repozytoriów nowych słów są właśnie języki obce. Podoba mi się "kick-off meeting", lubię "ketchup" (na równi z "keczupem"), nie razi mnie "videoclip" (wolę go zdecydowanie od "teledysku").

A jednak kiedyś stałam się ofiarą własnych liberalnych poglądów na rozwój polszczyzny... Zakładka do książki przedstawiająca śpiącego psa, którą dostałam dziś od koleżanki, przypomniała mi spotkanie sprzed kilku lat z pewną agencją kreatywną. Grafik miał stworzyć dla nas kilka konceptów reklamowych do wyboru, a młoda Key Accountka - czyli osoba odpowiedzialna za obsługę naszej firmy - przedstawić mi te propozycję graficzne i powiedzieć o nich kilka słów.

Spotkanie: grafik w dżinsach, Accountka w T-shircie, ja w koszuli - zdecydowanie (że użyję już czwartego anglicyzmu w tym zdaniu) overdressed. Oglądam kolejne plansze. Biznesmeni ściskający sobie ręce - trochę sztampa. Klatka piersiowa, żeńska, z symetrycznymi i apetycznymi piersiami - trochę zbyt progresywnie. Wiedzą, że tego nie kupię. Pewnie więc trzecia propozycja będzie tą, którą chcą zabłysnąć. 

I rzeczywiście: wyraźnie dumny ze swojego dzieła grafik kładzie na stole duży wydruk leżącego psa. Pies ma zamknięte oczy - trochę nie wiadomo, czy zasnął, czy też jest już w krainie wiecznych łowów. Mam jednak nadzieję, że tylko śpi. Key Accountka mówi z dumą "Oto nasza najciekawsza egzekucja". A więc moje podejrzenia były prawdziwe: pies jest martwy. Co gorsza zabił go grafik razem z Accoutką - powiedzieli przecież wyraźnie: "NASZA egzekucja". A potem jeszcze ten bezwzględny gość zrobił mu zdjęcie. Bydlak. 

Tyle myśli zdążyło mi przebiec przez głowę w ciągu kilku sekund. ZANIM skojarzyłam, że egzekucja to tylko niefortunnie użyty anglicyzm oznaczający realizację graficzną koncepcji kreatywnej...